RSS
 

troche o tym co było, trochę o tym co będzie :)

20 paź

Mamy XXI wiek, czas gigantycznego postępu niemal we wszystkich aspektach życia. Im szybciej rozwija się technologia, tym szybciej i bardziej intensywnie pragnie żyć człowiek. Gdzieś tam po drodze świadomie, lub nie gubi pewne wartości które jeszcze nie tak dawno określały to kim był. Rosną różnice pomiędzy ludźmi, a powiedzeniem człowiek człowiekowi wilkiem nabiera realnego kształtu. Rywalizujemy o wszystko i we wszystkim, czasami możemy nawet o tym nie wiedzieć. Zaczyna się ten wyścig szczurów już w najniższych klasach szkół do jakich uczęszczamy. A potem tylko się nasila, wpaja się nam na każdym kroku że musimy rywalizować aby coś osiągnąć, ze musimy kogoś pokonać aby do czegoś dojść lub zostać pokonanym. Skrajnie dojdziemy do sytuacji w której nie obchodzi nas los innych ludzi, co czasem obserwujemy w toczącej się cały czas dyskusji o imigrantach. Empatia, to jest to czego obecnie ludziom brakuje w mniejszym czy większym stopniu. Pozbawia się nas jej już na wczesnym etapie dorosłości, Zastępuje się ją kultem jednostki, swego rodzaju egoizmem.  Zamiast walczyć ze sobą może spróbujmy współpracy. Na boisku wybitna jednostka nic nie zdziała jeśli nie współpracuje z resztą zespołu. Społeczeństwo też powinno tak funkcjonować. Jako kolektyw, coś co razem idzie do przodu w wyznaczonym sobie kierunku.

Pisałem już kiedyś o czymś podobnym, o tempie życie które spowoduje że jednostka zamiast być częścią grupy na co dzień, będzie nią okazyjnie. O tym że budowanie trwałych więzi zastąpią znajomości na chwile, na noc, czy nawet na mniej niż to. Mnie osobiście to przeraża, wiele razy spotkałem się z opinią ze jestem w tyle jeśli chodzi o mentalność, ale mi to pasuje. Nie chce uczestniczyć w tej pogoni za dobrami materialnymi, nie chce być częścią pozbawionej emocji machiny społecznej do czego  dąży obecne społeczeństwo. Jest coś magicznego jeśli chodzi o budowanie relacji z innymi ludźmi, i mimo ze mam z tym problemy nie chciałbym z tego rezygnować na rzecz jakiegoś krótkotrwałego zamiennika. Mam troje przyjaciół, budowanie z nimi relacji trwało długo i nie raz było dla mnie ciężkie, ale udało się i mam kogoś na kim mogę polegać w trudnych chwilach, i tego nikt mi nie odbierze. Ale niedługo być może sami będziemy sobie to odbierać żyjąc i chcąc żyć tylko sobą i dla siebie. Społeczeństwo jako kolektyw czy jako zbiór jednostek, musimy sobie postawić takie pytanie i odpowiedzieć na nie co było by dla nas lepszym rozwiązaniem. Dla nas jakko ludzi, a nie dla nas jako danej jednostki.

Rozwój technologii będzie nie tylko tym co rozwarstwi społeczeństwo, ale też je wyalienuje od siebie. Sytuacja z filmu Surogaci fajnie obrazuje to o czym mówię. Tego się obawiam, ale też tego ze nie każdy będzie mógł sobie pozwolić na pewne zdobycze technologiczne co utrwali pewien podział społeczny. Ale o tym już kiedyś pisałem, nie chce się już powtarzać.  Nie jestem fanem nadmiernego rozwoju technologii, postulowałem w którymś z wpisów nawet o wywołanie sztucznego regresu aby uchronić kształt społeczeństwa.

 

Podkreślam ze to tylko moje subiektywne zdanie i spojrzenie na świat.

Pozdrawiam Saya :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Krótko i trochę emocjonalnie o imigracji

28 sie

Ostatnio głośno było na temat imigrantów, czy przyjmować czy nie. Z tego co zaobserwowałem, większość ludzi jest temu zdecydowanie przeciwna.

Oni i my jesteśmy ludźmi, takimi samymi istotami, tylko że oni w tym momencie potrzebują pomocy. Tak samo jak my jej potrzebowaliśmy gdy walczyliśmy z Niemcami czy ZSRR. Zapominamy o tym ze sami byliśmy w takiej samej sytuacji, i nie ma znaczenia że oni są z innej kultury, innej wiary. Pozostają ludźmi którym trzeba pomóc. I powinno się im pomóc a nie przerzucać jak zgniłym jabłkiem. To jest nasz ludzki obowiązek, pokażmy ze jesteśmy ludźmi a nie maszynami potrafiącymi tylko liczyć pieniądze.  Nie bądźmy egoistami i pomyślmy o innych którym jest gorzej niż nam.

Od lata państwa afrykańskie były wykorzystywane przez bogate imperia kraju które jeszcze to bogactwo powiększały, kosztem właśnie tych ubogich krajów afrykańskich. Drenowały je z surowców, niewoliły tamtejszych ludzi, pewnie nawet wspierały walki w tamtejszych rejonach, choćby z tego powodu powinny im te państwa teraz pomóc. Wykorzystywać ile się da a gdy tamta druga strona będzie czegoś potrzebowała to odwrócić się plecami do nich i udawać ze się ich nie widzi. Żałosne.

Te państwa gromadzą bogactwo kosztem innych, a gdy konsekwencje zapukają do drzwi udają że nikogo nie ma w domu. Taka polityka.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Krótko o mnie i krótko w nawiązaniu do poprzednich wpisów

12 maj

Dawno nic nie pisałem, prawie 2 miesiące. Dziś tego Wam nie wynagrodzę jakąś długa notką, ale myśle ze osoby które czytały moje ostatnie wpisy nie będą narzekały.

W jednym z ostatnich komentarzy pojawiła się opinia że jak osoba która „nie żyje” może dawać rady innym. Każdy żyje po swojemu, to ze wycofuje się z życia i obserwuje je z boku daje mi inny ogląd na wiele spraw. Czasem to wycofanie jest moją własną decyzją czasem uwarunkowane jest moja przypadłością. Ale kwestia ze nie znam życia skoro nie korzystam z niego jak w wyobrażeniu wielu powinno się robić w moim wieku nie znaczy że nie mogę wyrażać opinii o sposobie życia innych. Tym bardziej jeśli prowadzi to do zguby nie tylko ich ale całego społeczeństwa. Oczywiście możecie mieć inne zdanie, zapraszam, zawsze chętnie odpowiem na komentarze, bo wiem ze czasem moje toki myślenia potrafią być niezrozumiałe dla innych i samemu jest mi ciężko przełożyć myśli na słowa.

Ten komentarz jest też znakiem ze wszystko co dobiega choć trochę od normy przyjętej przez większość, w tym przypadku modelowe życie młodego człowieka, jest odbierane negatywnie i próbuje się to oczernić. Z czego to wynika? Nie wiem, może z poczucia zagrożenia tą innością a może z obawy ze jednak mam racje w moich tezach? Nie ja na to pytanie powinienem odpowiedzieć.

Zdaje sobie sprawę ze moim sposobem życia nie bardzo pasuje do przyjętych modeli. I często słyszę że powinienem się zmienić i dopasować…. Ale po co? W dużej części sytuacji nie narzekam, a czy takie dopasowanie się nie będzie zgubieniem siebie samego? Zatracenie swoich przekonań aby skorzystać z protektoratu większości? Podziękuje ale nie skorzystam.

Abym został odpowiednio zrozumiany. Nie neguje zmiany siebie jeśli ta zmiana wynika z nas samych a nie chęci dopasowania się do wymagań większości, a w większości tak jest. Uginamy się pod presją społeczeństwa. Które nie zawsze ma racje. Czasem trzeba wziąć większość za ryj i pokazać ścieżkę która ma iść. Bo czego jesteśmy świadkami sama sobie doprowadzi się do zagłady, chęcią zysku i egoizmem.

Dużo miejsca poświeciłem krytyce tych cech. Ale te cechy idealnie wpisują się w przepis na sukces w XXI wieku. Idealiści jak ja będą klepać biedę bo mają zasady moralne podczas gdy inni sobie będą zarabiać bo tych nakazów etycznych nie posiadają. Jakże to wygodne w świecie gdzie pieniądz jest bogiem. Ja, Ja o wielkie Ja. Nasze ego hasa sobie po zielonej łące w najlepsze. Za dużo o tym pisałem wcześniej aby się powtarzać, ale zamiana fundamentów społeczeństwa z relacji i więzi na pieniądze, władze i status społeczny doprowadzi do zagłady. Jeśli nie ludzi to moralności.

 

 

Na dzisiaj tyle, zapraszam do komentowania

Pozdrawiam Saya

 

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowe, stare, narzekanie

30 mar

Trochę ostatnio zaniedbałem pisanie na blogu. Trochę życie postanowiło lekko mnie przećwiczyć na pewnym polu i brakowało mi tak czasu jak i pomysłów na coś nowego, na coś czego jeszcze nie było. Dalej jest z tym pewien problem, ale mam przebłyski myślenia, pośród mechanicznego funkcjonowania.

Ostatnio przeczytałem pewną książkę i natchnęła mnie ona do przemyśleń odnośnie funkcjonowania człowieka w technologicznym świecie. W XXI wieku mamy tego namiastki, pewne początki innego świata. Przebudowa fundamentów społeczeństwa na nowe trwa w najlepsze. Ona zawsze trwała, to jest naturalny proces, od kiedy tylko istnieją zorganizowane grupy ludzi. Pewne wartości zastępują inne, coraz więcej ludzi je popiera itd. Żyjemy w czasach gdy liczą się najbardziej 4 rzeczy: pieniądze, władza, status społeczny i uroda. Nie wiem jak było dawniej, mogę tylko się domyślać. Choć pewne rzeczy są od lat niezmienne, tak jak wyniesiony z tradycji greckiej kult urody jako równoznaczny z potencjałem umysłowym i duchowym. Nauczeni doświadczeniem wiemy już że tak nie zawsze jest. I w tym momencie wracamy do książki jaką miałem przyjemność przeczytać. Próbowano znieść podział ludzi na tych urodziwych i tych powiedzmy że mniej obdarzonych przez naturę. Za pomocą stymulacji mózgu i ośrodka odpowiadającego za rozpoznawanie twarzy bodajże. Obiekt rozpoznawał ludzi, potrafił wchodzić z nimi w relacje ale nie kategoryzował ich pod względem urody. Czyli w tym przypadku zrównano wszystkich do jednego poziomu. Potrafię zrozumieć idee za tym stojąca, ale środek do jej osiągnięcia jest co najmniej dyskusyjny. Manipulacja ludzkim mózgiem, ośrodkiem który decyduje kim jesteśmy wydaje się drogą złą i obraną na skróty. Nie wykluczam ze taka możliwość w być może niedalekiej przyszłości nastąpi. I nastaje pytanie, które pewnie coraz mniej osób sobie zadaje: Czy to nie leży już poza granicą moralno-etyczną którą powinien wyznawać każdy człowiek. Czy wpływanie na świadomość nie jest zbyt dużą ingerencją w człowieka. Dawniej próbowałem wytyczyć takie orientacyjne granice, dla samego siebie, rzeczy których nauka nie powinna się podejmować. Pisałem o wpływaniu na genom nienarodzonego dziecka w celu zaprojektowania go niczym dom, od fundamentów po dach. Teraz mógłbym dołączyć do tego też manipulacje umysłem, świadomością w taki sposób aby wyłączyć pewne jego funkcje. Bardziej przekonująca, ale i dużo dłuższa droga jaką jest edukacja społeczna, wydaje się lepszym rozwiązaniem niż droga na skróty. Tak samo jak jest skuteczniejsza od rozwiązań siłowych, w myśl hasła: ewolucja jest skuteczniejsza od rewolucji.

To ostatnie zdanie poprzedniego akapitu możemy też odnieść do innych problemów. Społeczeństwo ewoluuje jak żywy organizm, tylko trzeba mu nadać odpowiedni kierunek. Zapoczątkować zmiany już teraz by kiełkowały i dały owoce za kilka pokoleń. To może zniechęcać, fakt że my tych zmian nie doświadczymy, ze nie ujrzymy innego lepszego świata. Ale te podwaliny będą naszym dziedzictwem dla naszych dzieci i ich dzieci i następnych. Słowa piękne, ale za nimi muszą iść czyny. Zacząć trzeba od podstaw czyli system edukacji, pisałem o tym w poprzednich wpisach, więc nie ma sensu się powtarzać. Od tego wszystko się zacznie. Zmiana postawy ludzi, przewartościowanie życia.

Powinniśmy dążyć do pewnego modelu. Minimalizując różnice pomiędzy jednostkami, grupami, dzisiaj klasami społecznymi dojdziemy powoli do społeczności nastawionej na człowieka a nie na zyski i stan posiadania dóbr.

 

Dzięki, pozdrawiam, Saya

 
 

Wartości, zamiany

14 lut

Jakie są główne wartości jakie wyznają obecni ludzie? Czym się kierują? Jestem pewien że jakiś obraz na ten temat można wysnuć z moich poprzednich wpisów. Fragmentami dosyć obszernie na ten temat pisałem, teraz poświęcę temu cały wpis. Spróbuje powstrzymać się od zbytniego krytykowania.

Bycie teoretykiem życia sprawia ze stojąc z boku wydarzeń, widzę rzeczy których inni nie dostrzegają lub nie chcą dostrzec. Często stawiam się w pozycji ducha, jakiegoś niewidzialnego widma które będąc w pobliżu grupy obserwuje co się dzieje, nie będąc zauważonym przez cała resztę.

Pierwszym co rzuciło mi się w oczy to egoizm czy egocentryzm. Tutaj raczej nie pokuszę się o przyporządkowanie tej cechy do naszych czasów. Wydaje mi się ze to wynika z ludzkiej natury i wychowania. Od małego wpaja nam się że musimy być najlepsi, że rywalizacja uczyni z nas lepszych ludzi. I taki wyścig szczurów trwa od najmłodszych lat, nawet nie szkolnych, a wcześniej. Ale to właśnie w szkole wpaja nam się że to jest normalne i że tak powinno być. To tworzy atmosferę nie sprzyjającą nauce. Bo chyba każdy z nas wie ze jeśli nauka sprawia przyjemność to jest o wiele bardziej przyswajalna niż gdy proces nauki jest procesem wymuszonym przez czynniki zewnętrzne. I ta ciągła presja, która sprawia ze głupia cyferka określa to jakim jesteś człowiekiem. Trzeba jak najszybciej odejść od tego. Zmienić gruntownie system edukacji. Sprawić aby nauka w szkole była przyjemnością a nie byłą traktowana jak kara i przykry obowiązek. Jak to zrobić? Mam kilka pomysłów. Przede wszystkim zmniejszyć grupy klasowe do max 10 osób, to pozwoli nauczycielowi bardziej indywidualnie podejść do ucznia i jego osiągnięć w nauce. Znieść całkowicie system oceniania jaki mamy teraz i zastąpić go nowym silnie zindywidualizowanym. Skrócić dzień szkolny tak aby dziecko miało czas i siłę aby realizować się też poza odgórną edukacją. Wprowadzić system fakultatywny, z max pięcioma obowiązkowymi przedmiotami i resztą do wyboru dla ucznia z możliwą zmianą przez ucznia zajęć na jakie chce uczęszczać. Już w szkole trzeba wprowadzać elementami etyki i moralności, wprowadzić na zajęciach elementy polityki równościowej. Nauczyć nie tylko wiedzy ale i pewnych postaw w społeczeństwie.

Drugim przytykiem dla dzisiejszego społeczeństwa jest nastawienie na cel działania. Tak zwana metoda po trupach do celu. To się wiąże bardzo mocno z poprzednim punktem. Mając obrany pewien cel uważamy że wszystko co zrobimy na drodze do jego osiągnięcia jest nim usprawiedliwione. Nie obchodzi nas drugi człowiek, to ze naszym działaniem możemy zniszczyć mu życie, czy też mocno w nim namieszać. Ważne abyśmy my mieli więcej i lepiej, aby nam się udało. A co przy tym zrobimy jest nieistotne. To wynika z wpajanego od najmłodszych lat systemu wartości. W którym najbardziej liczą się osiągnięcia a nie to jakimi ludźmi jesteśmy. Liczy się ile kasy mamy na koncie a nie ilu ludziom pomogliśmy. I przez taki pryzmat jesteśmy oceniani. Ktoś ma dużo kasy to z automatu przylepiamy mu łatkę wspaniałego człowieka. Tak samo z kimś urodziwym. Dla wielu uroda jest równa z osobowością.

I tu mamy kolejny punkt. Materializm i pogoń za dobrami doczesnymi. Im więcej mamy tym więcej mieć chcemy. Nie zaspokaja nas sytuacja w jakiej jesteśmy tylko pragniemy więcej. No bo czemu nie? Skoro udało się dostać na taki poziom który zapewnia stały i wystarczający dopływ pieniędzy myślimy sobie ze skoro udało nam się dostać na taki poziom to pewnie uda się i na kolejny. I starają się. Kosztem zdrowia i czasu dla najbliższych. I zostają sami. Czasem lepiej byś szczęśliwym mając mnie niż nieszczęśliwym bogatym człowiekiem. Wpaja nam się ze status majątkowy wyznacza to kim jesteśmy. Że majac wiele kasy jesteśmy kimś. A do szczęścia wcale nie jest potrzebna wielka ilość pieniędzy i dóbr. Tak się zastanawiam, ze gdyby najbogatsi ludzie świata oddali majątek z którego nie korzystają, czyli pewnie 80% ich kasy, wielu ludzie mogłoby się wydźwignąć ze skrajnego ubóstwa. Ale tak się nie stanie, bo najbogatsi mają gdzieś los najbiedniejszych i pewnie uważają ich za jakiś podludzi niezdolnych do radzenia sobie w jakże „wspaniałym” świecie kapitalizmu. A dużo by zmieniło gdyby wprowadzić jakieś granice dla pomnażania majątku, opodatkować zbędne dobra które tacy ludzie sobie gromadzą. Skoro stać kogoś na dwie wille to stać go by zapłacić odpowiednio wysoki podatek od takiego zakupu. Skoro mowa o podatkach to też należy wprowadzić coś aby bogaci płacili stosunkowo więcej. Dajmy na to te 75%, nie ucierpią na tym, a wspomoże to wiele spraw.

Zastanawiam się dlaczego ludzie są tak negatywnie nastawieni do zrównania społecznego. Jesteśmy równi a pewne statusy nadaje się nam już od urodzenia. Obecne społeczeństwo jest bardzo niesprawiedliwe w swoich zasadach i działaniu, a każda próba zmian spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem. Wyklucza się jednostki które mogą coś zdziałać a struktury „elit” kostnieją między innymi dzięki systemowi dziedziczenia, który daje np. młodym dziedzicom lepszy start w dorosłość i większe możliwość, mimo że nie koniecznie zasłużył na to swoją pracą. Samo urodzenie się w takiej czy innej rodzinie otwiera bądź zamyka nam drzwi na przyszłość. Prawie jak w systemie kastowym….

 

pozdrawiam Saya.

 
 

Rozwój technologia przyszłość – czyli wszystkiego po trochu

12 sty

Dzisiaj będzie krótki wpis, ostatnio mój umysł dosyć dużo zajmują inne sprawy niż napisanie czegoś mogącego zainteresować moich czytelników i mnie samego. Dlatego postaram się rozwinąć wątek który zacząłem w jednym z poprzednich wpisów gdzie wspomniałem że dawniej żyło się inaczej z korzyścią dla rozwoju więzi interpersonalnych. Czy tak moim zdaniem było lepiej? Być może, ocena powinna jednak pozostać czysto subiektywna, zależna od osoby. Po tym co napisze, pewnie część z Was nazwie mnie hipokrytą bądź w najlepszym wypadku krytykiem technologii.

Ale od początku… Mamy wiek nauki i techniki, gdzie te dziedziny gwałtownie prą do przodu niejako spychając na drugi plan jeden z czynników budujących człowieka. Mowa o interakcjach i budowaniu trwałych więzi z innymi ludźmi. Oczywiście to jest obecne w naszym życiu, ale powoli ich udział spada w porównaniu do przeżywania za pomocą technologii. W skrajnym przypadku może to wyglądać podobnie jak to zostało przedstawione w filmie Surogaci, gdzie człowiek żyje i uczestniczy w społeczeństwie za pomocą sztucznego tworu. Swoją drogą polecam film, bardzo ciekawa wizja społeczeństwa z rozwinięta technologią, pozwalającą zastąpić życie. I tu są dwie drogi, bo oczywiście z rozwijającej się nauki są plusy ale w pewnym momencie staniemy przed pytaniem czy są one warte istnienia minusów jakie będą im towarzyszyć. Na przykład, fajnie byłoby sobie przedłużyć życie dzięki technologii albo różnej maści cudownym lekom, ale czy zyski równoważyłyby straty w postaci rozwarstwienia społeczeństwa na tych którzy będą mogli sobie na to pozwolić i na tych którzy nie? Dlaczego jedni by mogli a inni nie? Sztuczne przedłużanie sobie życia moim zdaniem nie ma sensu, bo śmierć jest jedną z najbardziej naturalnych dla człowieka rzeczy, nie ma sensu przed nią uciekać. To taka walka z wiatrakami, bo i tak nas dopadnie. Gdy się z tym pogodzimy żyje się łatwiej. Rozwój technologiczny będzie prowadził do podziału społeczeństwa na klasy które mogą sobie pozwolić np. na eugenikę która jest oszustwem wobec natury, i te które nie. Na lepszych i gorszych. Choć i tak to zawsze jest w pewien sposób widoczne. Inny przykład…. postępujący udział maszyn w różnych fabrykach, w procesie wytwórczym, zwiększy ubóstwo bo spowoduje wzrost bezrobocia wśród ludzi bez wąskiego specjalistycznego wykształcenia. Wszystko ma swoją drugą stronę, ale często się o niej zapomina, lub celowo się ją pomija. Pewnie dla zysku. Jakby odciąć ludzi, szczególnie młodych od technologii to by chodzili jak we mgle nie wiedząc co ze sobą począć. Oczywiście generalizuje, ale większość nie poradziła by sobie jakby nagle ich przenieść w okres starożytności czy średniowiecze. Nasze podstawowe instynkty zginęły zastąpione przez uzależnienie od technologii. I to będzie postępować wraz z nowymi odkryciami, udoskonaleniami już istniejących rzeczy. By żyło się „nam lepiej” i by napełniać komuś portfel.

 

 

Dlatego postulowałem o sztuczne wyhamowanie rozwoju techniki, dla dobra nas samych i społeczeństwa jakie tworzymy. Jestem ciekaw jak by wpłynął na nas brak jakiejkolwiek elektroniki przez dłuższy czas, spowodowany np. impulsem elektromagnetycznym z naszej gwiazdy który odłączy nas od wszystkiego. Ja bym się ucieszył z takiej okazji do pewnego powrotu do korzeni do pewnych form aktywności które angażowały umysł i ciało, do przeżywania życia wśród żyjących a nie widm. Idąc przez miast gdzie się nie obejrzę tam dzieciak wpatrzony w tablet, smart-fon czy co tam jeszcze wymyślili by zarobić na rodzicach, a potem taki przychodzi na wf i nie umie prosto piłki kopnąć. Dlaczego? Bo powierzenie pewnych ról technice jest łatwiejsze niż wypełnianie ich samemu. Po co zajmować się dzieckiem skoro można usadzić je przed telewizorem? Po co wyjść poznać gdzieś ludzi skoro mogę wejść na czat i anonimowo ponabijać się z czegoś kogoś. Zastępstwa. Technologia zastępuje pewne funkcje które dotychczas były dla nas normalne. I to będzie postępować póki tego nie zahamujemy. A nikt tego nie zrobi bo to nie przynosi zysków liczonych w pieniądzach. A szkoda że niewielu widzi że nie one są najważniejsze.

 

Wielokrotnie wspominałem moim znajomym, ze z chęcią odciąłbym się od tego życia. Udał gdzieś gdzie nie dotarła cywilizacja i żył życiem pustelnika. Po swojemu, według moich własnych zasad. To taka drastyczna forma ucieczki od technologii dookoła. Może nie tylko od tego ale i od życia. Odsapnąć od zasad i oczekiwań jakie się przede mną stawia. Być panem i władcą swojego życia. Może kiedyś zbiorę się na odwagę i to zrobię. Choć nie wiem czy do tego momentu będą jeszcze takie miejsca na Ziemi gdzie ludzie nie dotarli

 

 

Pozdrawiam, Saya

 
 

Małe podsumowanie plus krótko o świetach

21 gru

Zbliża się koniec roku. Nastaje tradycyjny czas podsumowań. To też fajna okazja aby podsumować troche nie tylko moje życie w tym roku ale też funkcjonowanie tego bloga, który w styczniu będzie obchodził swój roczek.

Siedzę, popijam winko i myślę o tym co mnie natchnęło do pisania tego bloga. Bo trzeba przyznać, nie była to pierwsza próba pokazania siebie światu poprzez taką formę twórczości. Byli mniej lub bardziej udani poprzednicy tego bloga, o dwojakiej tematyce: jedne ogólnie o moich poglądach, te żyły bardzo krótko uświadamiając mi jak niewiele mam do powiedzenia, a drugie z moimi tekstami, te już cieszyły się dłuższym życiem, do momentu aż skończyła mi się motywacja albo uznawałem opowiadania jakie napisałem za niegodne pokazania je komuś więcej niż ja ( Co ostatnio się zmieniło i jedna osoba dostąpiła wątpliwego zaszczytu i dostała tekst ostatniej historyjki). Przyznam szczerze że nie spodziewałem się że w grudniu tego roku będę go nadal prowadził, i mam perspektywy i pomysły na dalsze co najmniej kilka wpisów. Co prawda, pierwotna tematyka bloga została gdzieś po drodze zagubiona, ale będę do niej wracał i przeplatał te tematy z innymi które zaobserwowałem bądź takimi które są mi bliskie z jakiegoś powodu, tak jak te kilka wpisów o nieśmiałości. I w zasadzie tak to planuje aby wyglądało, trochę wpisów z moimi dziwactwami, trochę paranormalnych rzeczy przeplatanych psychologią i socjologią.

Wracając do powodów powstania bloga…. Myślę ze takim głównym powodem było to że nie miałem z kim rozmawiać na takie tematy, i ten blog to taka próba nawiązania kontaktu z kimś spoza mojego kręgu znajomych, którzy mieliby podobnie „coś z głową” jak ja. A dwa to że nudziło mi się w akademiku, prowadząc mało imprezowe życie miałem sporo czasu na myślenie na rożne tematy. I postanowiłem je spisywać i udostępniać światu dla potępiania. Połowicznie cele, czy powody istnienia bloga zostały spełnione. Mam czytelników którzy aktywnie komentują moje często nieskładne wpisy. I to jest chyba też najważniejszy powód trwania tego bloga jak i motywacja do pisania na przyszłość. Ciężko teraz opisać zaskoczenie z jakim przywitałem pierwszy komentarz, a potem każdy kolejny. To nie tylko świadectwo ze przeczytaliście co napisałem, ale że chcecie podyskutować, nie zgodzić się itd.

Zauważalna jest tez pewna ewolucja jeśli chodzi o wpisy. Cofając się do stycznia można zauważyć ze są one krótkie i okropnie chaotyczne, z czasem starałem się aby były one bardziej zwarte i zrozumiałe a przy tym dłuższe. Dalej będę nad tym pracował ale jest coraz lepiej.

 

I tak jak zmieniał się mój blog, można powiedzieć że ja zmieniałem się wraz z nim. To co było na początku roku, a to co jest teraz to krok do przodu aby jakoś w społeczeństwie znaleźć swoje miejsce. Pamiętam jak się alienowałem na studiach w Legnicy, stałem na uboczu nie tylko gdy chciałem tak robić, ale zawsze. Teraz próbuje działać, bardziej się otworzyłem na świat i to co może mi przynieść. Ale o mnie było już w jednym z poprzednich wpisów, więc aby nie było zbyt osobiście….

 

Święta… Cóż, jak ja podchodzę do świat…. Z moją przypadłością, każde obcowanie z większą grupą ludzi jest w większym lub mniejszym stopniu czymś co może stanowić zagrożenia dla mojej sfery bezpieczeństwa. Co roku schemat jest ten sam. Ja traktuje święta jako trochę zło konieczne. Nie potrafię całkowicie się odnaleźć w tej atmosferze rodzinnego święta. Czasami czuje się jak na przesłuchaniu. Z kilku stron pytania, czasem pretensje o to czy inne. A jako ze do wygadanych nie należę, nie rzucę błyskotliwą odpowiedzią, tylko zbije to milczeniem i jak najszybciej odchodzę od stołu. Przez swobodę, a raczej jej brak, rozmowy są uciążliwe i strasznie meczące. Psychicznie i fizycznie. Kiedyś za łebka, święta miały swoją magie. Teraz to obowiązek do odhaczenia w kalendarzu. I nic więcej. Wśród materializmu i komercji gdzieś ta cała magia nam zaginęła. Przygotowujemy się do tej kolacji świątecznej kilka dni przed, by potem być zbyt zmęczonymi by cieszyć się tym wszystkim. Pomijam swoją osobę jako wyjątek. Wszędzie i do wszystkiego gonimy, i święta z rodziną powinny być chwila odpoczynku, wytchnienia i refleksji nad tym co w życiu jest dla nas ważne, na czym powinniśmy się skupić a co olać. A jest inaczej.

 

Korzystając z okazji, jako ze przed świętami nic nie napisze już: Wesołych i spokojnych świat dla moich czytelników!

Pozdrawiam, Saya

 
 

Wirtualne znajomości i inne brednie

22 lis

Pisałem już o trudnościach w zawieraniu znajomości jakie mają osoby nieśmiałe. Gdzieś tam w poprzednich notkach w zdaniu lub dwóch wspomniałem o tym. Z pewną pomocą w tej sprawie przychodzi technologia w formie różnych czatów, for, czy różnego rodzaju portali społecznościowych. Łatwiej przełamywać pewne bariery gdy nie widzimy twarzy drugiej osoby i jej reakcji na nasze słowa. Łatwiej też przychodzi w pewnym stopniu zwierzanie się osobie której raczej możemy nie spotkać w prawdziwym życiu. Choć tu są wyjątki, gdzie znajomość internetowa przerodziła się w normalna znajomość.

Sam korzystałem i nadal korzystam z tej formy poznawania nowych ludzi, nadal w większym stopniu niż w realnym świecie. Ja rozpatruje to w dwóch płaszczyznach:

1. Pierwsza na zasadzie poligonu doświadczalnego. Testuje swoje umiejętności i to na ile czuje się swobodnie w rozmowie z drugim człowiekiem. To na ile mogę sobie pozwolić odkrywając siebie i swoje poglądy przed innymi.

2. Druga… nabieranie doświadczenia które może procentować w rzeczywistości. Wszelkie niezdarne próby nawiązania kontaktu z drugą osobą na jakimś czacie czy forum, mogą przynieść korzyści już przy zawieraniu znajomości w realu.

No i jest trzeci aspekt, czyli prawdziwa chęć poznania kogoś nowego. Mi najczęściej wychodziła przypadkiem, gdy nie planowałem zawiązania jakieś trwalszej znajomości niż kilka zdań a zdarzało się że gadaliśmy po kilka godzin dziennie, na różne tematy. I tu wychodziła ta większa swoboda. Z jakiegoś powodu czułem że mogę sobie pozwolić na dużo więcej niż na co dzień. Może to kwestia osób, środowiska w jakim znajomość się zawiązywała. Albo tego ze pewne bariery nie funkcjonują tak samo odnośnie świata wirtualnego a świata rzeczywistego. A zapewne wszystkiego po trochu. Łatwiej prowadzić rozmowę, gdy jest to tylko rozmowa, nic więcej. Gdy nie trzeba się martwić o mowę ciała. Gdy prowadzimy rozmowę we dwoje bez świadków, bez zewnętrznej oceny. Wtedy łatwiej o swobodę i odwagę do mówienia/pisania tego co się ma na myśli. Bo jednak w rzeczywistości często działa mechanizm ukrywania tego co się myśli aby uniknąć różnego rodzaju nieprzyjemności. W przypadku znajomości internetowej ten mechanizm oczywiście tez może funkcjonować, ale zwykle jest dużo słabszy niż normalnie. Właśnie przez ograniczoną przestrzeń interakcji.

Miałem i mam nadal kilku znajomych czysto internetowych. Cenie ich tak samo jak tych w realnym świecie. Nawet te znajomości które się wypaliły przez rok, dwa czy trzy, dużo wniosły do mojego życia, na różnych jego etapach. Często były równoprawnym zamiennikiem relacji na żywo z ludźmi. Pewną motywacją z jednej strony, ze jednak potrafię się dogadać z ludźmi, a z drugiej czynnikiem hamującym rozwój kontaktów z ludźmi spoza sieci. Bo można było się łatwo zadowolić tym co się ma, i pomijać potrzebę interakcji z innymi ludźmi. To taki spory minus relacji zawieranych przez sieć. W bogactwie możliwości jakie oferuje, można skusić się i pójść na coś stosunkowo łatwiejszego i poprzestać na tym. Bo przecież nawiązywanie znajomości w realnym świecie kosztuje dużo więcej wysiłku niż pisanie z kimś na gg czy forum.

Choć fora to tez bardzo przydatne narzędzie do nauki wyrażania i obrony swojego zdania na różne tematy. Sam dużo zyskałem przez obecność na pewnym forum przez ponad 5 lat i ten czas nadal leci. Choć mój pogląd że każdy może mieć swoje zdanie i nie mi go podważać, powoduje ze bardzo rzadko biorę udział w jakieś dyskusji . Ale też forum to okazja do poznania wielu ludzi o odmiennych charakterach, szansa aby nauczyć się radzić sobie z takimi a nie innymi osobami. I ja tak pojmuje mój pomysł na obecność na owym forum.

Mechanizm nawiązywania relacji wydaje się podobny tak dla świata wirtualnego jak i rzeczywistego. Odpowiednia osoba i sytuacja to podstawa, jednak świat wirtualny pozwala pominąć istotną część interakcji z druga osobą jaką jest mowa ciała i kontakt fizyczny, no i oczywiście zapewnia pewną dozę prywatności. Co na pewno dla osób mających problemy z nawiązywaniem relacji w normalnych warunkach jest kusząca opcją.

Jednak trzeba uważać, technologia jest obecnie na takim poziomie że praktycznie umożliwia jeśli nie porzucenie świata realnego na rzecz wirtualnego, to przynajmniej ograniczenie aktywności w tym nam teoretycznie bliższym. Co mi mimo ze jestem aktywnym uczestnikiem opisanych zjawisk nie bardzo się podoba. Jednak społeczeństwo powinno opierać się na relacjach interpersonalnych w dosłownym tego słowa znaczeniu, a technologia pełnić funkcje pomocnicze a nie dominujące w budowaniu wspólnoty. A takie widzę zagrożenie, bo technologia wkracza bardzo odważnie i szeroko w życie człowieka. I staje się to bardzo szybko, jeszcze kilkanaście lat temu łatwo można było sobie wyobrazić życie bez telefonu czy komputera, teraz gdzie się nie spojrzy elektronika. Ilu ludzi przetrwałoby jakiś kataklizm po którym unicestwiona zostałaby wszelka elektronika? Podejrzewam ze ułamek tego co żyje na Ziemi. I to wcale nie duży. Bo już nawet dzieciaki mające po kilka lat mając na co dzień styk z „ułatwieniami” jakie przynosi im komputer czy jakakolwiek inna technologia. Ok, wprowadźmy dziecko i w ten świat, ale w odpowiednim czasie i odpowiednimi metodami. A teraz jest tak że technologia zastępuje rodziców, łatwiej usadzić dziecko przez telewizorem czy komputerem, niż poświecić mu czas, wyjść na spacer czy poczytać z nim książkę. I rośnie nam takie społeczeństwo technologiczne bez moralności i zasad, które bez wujcia google chodzi jak pijany we mgle. I teraz czy to źle mówi o rodzicach czy o dzieciach? Technologia jako pomoc w wychowaniu dziecka ok, znak czasów, rozumiem, ale nie technologia jako główny czynnik wychowujący i wpływający na dziecko. A bo rodzice pędzą do przodu za karierą i nie mają czasu…

Ale znowu zboczyłem z tematu odrobinę. Podsumowując, relacje zawierane przez Internet mogą wiele wnieść do naszego życia, mogą stać się niemal równoprawne tym realnym, ale nie mogą ich w pełni zastąpić. Mogą uczyć, przygotować, oczywiście sprawiać przyjemność, ale póki nie żyjemy całkowicie w świecie wirtualnym nie będą tak ważne w rozwoju jednostki jak znajomości twarzą w twarz. Sam tego doświadczałem, znajomości w sieci pozwoliły mi przetrwać pewien okres w życiu bez uszczerbku na psychice (choć kto wie :D ), ale nawet wtedy czułem ze do pełni potrzebuje tego samego tyle że w realu. Znalazłem to, dzięki pewności siebie, umiejętnością i wsparciu jakie dostałem od wirtualnych znajomych…. I tego życzę tym którzy maja podobne problemy

 

To by było na tyle bredni na dzisiaj.

Pozdrawiam, Saya

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Troche osobistego chaosu na początek miesiąca

10 lis

Chyba zaczynam powoli dojrzewać

Do tej pory tylko teoretyzowałem w pewnych sprawach. Niedawno nieśmiało co prawda ale poczyniłem pewne działania o których do tej pory tylko mówiłem, i to dużo i często mówiłem. Jednak za słowami nie szły czyny, jak się okazało do czasu. Pisałem wcześniej, a jak nie, to łatwo wywnioskować ze podstawowe umiejętności/mechanizmy społeczne u mnie nie do końca funkcjonują tak jak z reguły powinny funkcjonować. Dlatego, wydawałoby się proste czynności jakich wiele w codziennym życiu, potrafią sprawić mi problemy. O tym trochę pisałem w poprzednich wpisach o nieśmiałości. Tutaj tylko uzupełnię ze osoba która nie miała z tym problemu nigdy w pełni nie zrozumie z czym się borykamy na co dzień. Ostatnio jakby ta cecha mnie się wycofała w cień i pozwoliła na większa swobodę działań.

I teraz nie wiem co spowodowało tą właśnie zmianę. Okresowa czy nie, to się okaże. Ale czy powodem tego jest pewien impuls z zewnątrz który zadziałał i był na tyle silny aby zmusić do działania w obawie przed konsekwencjami jego nie podjęcia? Czy tylko przewrotną zabawą która w razie niepowodzenia utrwaliłaby tylko pewien schemat zachowań obecny od lat w moim życiu? Kilka razy w swoim życiu stawałem przed podobnymi okazjami i nigdy nie udawało mi się przekonać siebie ze potencjalne zyski mogą przewyższyć widmo porażki. Uważałem ze lepszy diabeł znany niż nowy, ze lepsza pewna stabilizacja z której nie zawsze byłem zadowolony niż podejmowanie ryzyka. Moi znajomi wiedzą coś o tym, bo to im zawsze gadałem czego to bym nie zrobił a zawsze kończyło się tak samo. Odnośnie obecnej sytuacji, jeden z nich powiedział ze impuls jaki dostałem był zbyt silny aby go zignorować. W końcu coś na tyle silnego, ze w połączeniu z czynnikami istniejącymi w mojej psychice ruszyły mój tyłek do roboty.

W pewnym stopniu żałuje że taki impuls nie nadszedł wcześniej. Może wtedy dalej studiowałbym w Legnicy pedagogikę, będąc kimś więcej niż samotnikiem i dziwakiem. Ale z kolei gdybym został tam, nie wydarzyłoby się to co ostatnimi miesiącami. Taki bilans raczej nie ma sensu. Kiedyś powiedziałem ze niczego co w swoim życiu zrobiłem nie uważam za błąd, że wszystko co mnie spotkało prowadziło do tej chwili i do tego jaki jestem. Tego się trzymam. Nawet porażki, których było całkiem sporo, coś mi z siebie dały i doprowadziły do tego kim jestem.

Łatwo mówić że cofnęlibyśmy czas, zmienili coś w swoim życiu, sam się czasami na tym łapie jak dopadnie mnie gorszy nastrój, ale jaki by to miało sens z naszej perspektywy? Bez przeszłości nie byłoby teraźniejszości jaka jest teraz. Choć niektórzy mówią ze teraźniejszość nie istnieje, jest tylko przeszłość i przyszłość, ale to temat na osobną notkę. Jedna decyzja którą byśmy zmienili w przeszłości mogłaby doprowadzić do czegoś zgoła odmiennego niż to co się nam przydarzyło. Moim ulubionym przykładem na to jest: stoimy na rozdrożu, możemy iść w prawo lub w lewo. Pierwotnie wybraliśmy drogę w lewo, teraz mając możliwość cofnięcia się i zmiany decyzji wybieramy drogę w prawo a tam… potrącił nas samochód i umarliśmy. Zmiana decyzji spowoduje wykasowanie nas. Taki trochę skrajny przykład jak decyzja może wpłynąć na nasze życie. Ale moim zdaniem bardzo trafny, oddający to ze to decyzje i ich konsekwencje kształtują nas takimi jakimi jesteśmy.

Zgubiłem gdzieś wątek znowu….

Wszystko co nas do tej pory doświadczyło, doprowadziło do nas teraźniejszych. Ciężko się z tym czasem pogodzić, ale to wszystko musiało się stać aby doprowadzić do dnia dzisiejszego w takim kształcie w jakim go zastajemy. Czy jesteśmy z tego zadowoleni…. Myślę ze powinniśmy być. Bo to wszystko nas kształtuje i wpływa na to co będzie. Każda podjęta decyzja pociąga za sobą łańcuch możliwości na przyszłość. I to rozgałęzia się jak drzewo z milionami gałęzi, z których każda decyzja podjęta przez nas w życiu powoduje wzrost kolejnej gałązki.

Wracając do tematu… impuls spowodował u mnie pewną zmianę w sposobie myślenia o decyzji i ryzyku z nią związanym. Coś co wcześniej wydawało się dla mnie nie do przeskoczenia pod pewnym względem, okazało się realne do zrobienia, oczywiście z pewnymi ograniczeniami wynikającymi z braku skilla interpersonalnego ale zawsze. Choć dalej twierdze że pewne bariery są nie do przeskoczenia.

Być może wszystko się złożyło w odpowiednim momencie i nie było żadnego impulsu tylko wypadkowa poprzednich działań, trochę przypadku i wszystko potoczyło się jakby bez udziału zewnętrznego. Ale myślę że ten impuls nałożył się w dobrym momencie kiedy wiele rzeczy się we mnie nagromadziło i szukało ujścia….

Tym zakończę mój wpis na ten tydzień. Tradycyjnie dużo chaosu już, tak jak to panuje w moim umyśle więc pasuje to do mnie i na mojego bloga.

Pozdrawiam, Saya!

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nieśmiałość i człowiek XXI wieku

23 paź

Dzisiaj będzie dużo do czytania :)

 

Większość problemów z nieśmiałością zaczyna się gdy młody człowiek wchodzi w nową dla siebie grupę ludzi, może to być szkoła, klub sportowy itd.

Osoba nieśmiała ma paradoksalną osobowość, ponieważ unika ludzi jednocześnie pragnąc z nimi kontaktu, to jest główny problem, niemożność przeżywania, bycia uczestnikiem gier i zabaw a nie tylko obserwatorem z obawy przed wyimaginowanymi zagrożeniami. Im dłużej taki stan będzie trwał tym bardziej ucierpi dziecko, osoba nieśmiała. Ponieważ grupa którą się otaczamy szczególnie w wieku młodocianym jest bardzo ważna, to pierwszy kontakt z ludźmi spoza najbliższego kręgu rodzinnego, pierwsza konfrontacja z inni zasadami, wartościami. To jest bardzo korzystne z punktu widzenia rozwoju, osoba nieśmiała ma ten czynnik rozwoju w najlepszym razie zachwiany, jeśli w ogóle funkcjonuje.

Osoba nieśmiała jest świetnym obserwatorem, bo nic innego jej nie pozostało, przez to że zawsze obserwuje a nie uczestniczy może być postrzegana jako osoba wyniosła, myśląca że stoi wyżej w hierarchii niż inni. To krzywdzi też naszą nieśmiała, to ze ktoś ją bezpodstawnie oskarża o tym podobne rzeczy.

Kolejna sytuacja, miłość, uczucia jakiekolwiek, sprawiają więcej bólu niż radości. Taka osoba przeżywa wszystko wewnętrznie bo nie ma odwagi spojrzeć światu w oczy i wyznać swoje uczucia wybrance, kto wie, może straciła przez to swoją szanse na rodzinę.

Sytuacje w środowisku pracy…. praktycznie nie istnieją zawody które funkcjonują w całkowitym odosobnieniu. Zawsze wymaga się odrobiny zdolności interpersonalnych. Przez uwarunkowania psychologiczne taka osoba traci szanse na rozwój, na szczęście. Nawet jeśli ma umiejętności wymagane do danej pracy nie potrafi ich przedstawić potencjalnemu pracodawcy.

Wróćmy do szkoły, osoba nieśmiała która się izoluje od reszty grupy klasowej otrzyma reakcje zwrotną, czyli im bardziej się izoluje tym bardziej grupa tą osobę odpycha, chyba że trafi się altruista ale to rzadko spotykane. Wobec tego, osoba nieśmiałą pozbawiona jest ważnego czynnika kształtującego przyszłe postawy, środowiska szkolnego, rówieśniczego. Ale nie tylko relacja na linii uczeń-uczeń jest zniszczona, relacje z nauczycielem także, co może powodować kłopoty w nauce i ocenami. Wyobraźmy sobie taką sytuacje że nauczyciel tłumaczy zadanie rozwiązując je przy tablicy, nasz podmiot, osoba nieśmiała, nie zrozumiała czegoś, ale z obawy przed reakcją nauczyciela czy też reszty zespołu klasowego nie poprosi o ponowne wytłumaczenie, a przecież od tego tez jest nauczyciel, aby pomagać.

W życiu codziennym też zdarzają się problemy, szczególnie przy sytuacjach gdy osoba nieśmiała jest przyparta do muru i musi coś zrobić, wykonać jakiś gest, wtedy wulkan emocji aż wrze w takiej osobie i najchętniej zapadła by się pod ziemie.

Ważnym problemem jest tutaj też nieumiejętna pomoc. Na siłę wciąganie do rozmowy, w środowisku które nie pasuje osobie nieśmiałej z różnych względów, często osoby usposobione przeciwnie do nieśmiałości mają taką tendencje do pomijania osobistych uczuć nieśmiałego chęci pomocy pomimo wszystko. To przynosi więcej szkody niż pożytku, bo spowoduje większe zamkniecie się w sobie, bo bez choćby malutkiego kroku w przód ze strony osoby nieśmiałej pomocy taka koleżeńska nie ma racji bytu.

W punktach można podsumować:

  • Nieśmiałość staje na przeszkodzie w poznawaniu nowych ludzi
  • Przeszkadza w publicznej ochronie własnego zdania
  • Nieśmiałość sprawia że jesteśmy niedoceniani
  • Przyczynia się do zakłopotania i przesadyzmu w pojmowaniu siebie
  • Utrudnia precyzyjne myślenie
  • Często nieśmiałości towarzyszą depresja, lęk, samotność

 

 

W poprzedniej (i tej) notce opisałem osobę nieśmiałą, teraz poświęcę trochę czasu na spojrzenie na drugą strone. Postaram się przybliżyć Wam jak wygląda pewien ideał młodego człowieka w XXI wieku, według mnie. Czym powinien się odznaczać aby osiagac sukcesy zawodowe jaki i interpersonalne.

 

Właściwie nie tak jak w przypadku nieśmiałości nie dysponujemy jednym konkretnym obrazem człowieka który idealnie pasują do czasów w jakich przyszło nam żyć. Możemy się odwoływać to obrazu potocznego jaki nakreślają media i społeczeństwo poprzez właśnie kultywowanie norm i zasad przez owe struktury narzuconych.

Pierwsze co zauważamy przy kontakcie z drugim człowiekiem to jego wygląd. Tutaj w kontekście ideału człowieka zauważyć można powrót do myśli starożytnej, do myślenia że piękno zewnętrzne jest równoznaczne z pięknem wewnętrznym. Wygląd to w dużej mierze kwestia gustu dlatego też nic poza ogólnikiem piękny/piękna nie da się wymienić.

W kwestiach zasad i norm jakimi się w życiu kieruje, w dobie wszechobecnej rywalizacji powinien być gotowy na wszystko aby wywalczyć pozycje i status który zagwarantuje dostatnie życie potencjalnej rodzinie. Mowa tutaj o zjawisku potocznie określanym jako: „po trupach do celu”, czyli dążenie do osiągnięcia celu bez względu na krzywdy i niesprawiedliwości jakie mogą spotkać potencjalnego rywala w drodze do tego samego celu.

Obecnie, szczególnie wśród młodych ludzi panuje pogląd o wyższości spontanicznego, wolnego trybu życia nad utrwalaniem więzi, przywiązaniem do jednej partnerki. Mamy podboje zamiast wierności. Tak samiec okazuje swoją wyższość nad innymi, pokazuje że jego pula genów może być tą najlepszą, typowe zwierzęce zachowanie. Do tego dochodzi pewność siebie granicząca z arogancja, aby osiągnąć sukces trzeba być pewnym siebie tak w życiu zawodowym jaki i rodzinnym, Wtedy łatwiej o przychylność drugiego człowieka, bo ludzie to zwierzęta stadne i potrzebują przywódcy mentalnego który będzie im imponował, na kim będą się wzorować. Ludzie widząc pewną siebie osobę, z uśmiechem na ustach lgną do niej, chcą przebywać w pobliżu takiej osoby bo mają nadzieje ze i im coś z tego przyjdzie. Osoba niebojąca się wyrażać swojego zdania, bez względu na sytuacje i rodzaj dyskusji. Ktoś kto dyskutuje, bez względu na siłę argumentu jakie posiada jest przez masy postrzegany jako ten mądry, inteligentny, przez samo to ze aktywnie uczestniczy. Posiadający wszechstronną wiedzę, potrafiący właśnie mówić o wszystkim, i tu nasuwa się kolejna cecha charyzma albo umiejętność rozmowy o niczym tak aby słuchacze myśleli ze dyskusja toczy się o bardzo ważnych sprawach. Zaznajomiony z techniką która wchodzi w nasze życie coraz odważniejszym krokiem, człowiek o „otwartym umyśle” nie związany z żadną religią, chyba że czymś w rodzaju ateizmu skoro jest w XXI wieku modny. Człowiek który jest wyznawcą nauki a nie pewnych tajemnic.

Czasami w dyskusjach z ludźmi zdaje się że całkowicie zbędny jest kręgosłup moralny aby osiągnąć szczęście na różnych płaszczyznach, ale to nie prawda. Samo osiągniecie celu metodą po trupach do celu daje chwilowe szczęście, bo powoduje poczucie zagrożenia, na zasadzie ze skoro ja tak zrobiłem to inni też mogą. Szczęście da droga jaką dochodzimy do sukcesu, droga czasami usłana cierniami, ale sam trud jaki się w to włożyło daje szczęście. I taki powinien być ideał, ale nie jest. Ideałem zdaje się w opinii wielu osób ten model który z grubsza opisałem wyżej, bez większych zasad jeśli nie służą osiąganiu korzyści i bez moralności jeśli nie jest przydatna.

 

To taki zbiór cech jakie zauważyłem podczas moich obserwacji, a które stają się coraz bardziej popularne w dorastającym społeczeństwie. Nie twierdze że wszędzie tak jest, ale taki obraz zaobserwowałem wokół siebie, niestety.

Porzucamy pewne rzeczy, rzucamy się w wir pracy, nauki, doskonalenia siebie, zapominając o budowaniu więzi z drugim człowiekiem, czymś trwałym, na lata. Wszystko na tu i teraz, bez zastanowienia co będzie w dłuższej perspektywie czasu. Taka prosta sytuacja, która już chyba przytoczyłem w jednym z poprzednich wpisów: Mając do wyboru awans i podwyżkę, ale kosztem minimalizacji czasu wolnego spędzanego z rodziną, a pozostanie na obecnym stanowisku, nie ma praktycznie człowieka który odrzuciłby większą kasę po to by spędzać czas z żoną, dziewczyną czy kimkolwiek. Cały czas gonimy za czymś nieosiągalnym, mając wiele chcemy jeszcze więcej i więcej, nie znając umiaru.

 

Do następnego :)

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii